Możecie się dziwić. W sumie sama się sobie dziwię. Tak, to pierwsze jeżyny jakie jadłam w tym roku. Będąc w Augustowie wielokrotnie prosiłam mamę, jednak, co również mnie dziwi, nigdzie ich tam nie było. W Warszawie oczywiście, widziałam je, ale stwierdziłam, że cena jest zbyt wysoka w stosunku do ilości, więc odpuściłam. Wczoraj szłam, niedziela, wszystko powinno być zamknięte, ale stał sobie samotny pan i sprzedawał maliny, jeżyny i borówki - po 6 zł. Jak mogłam im odmówić?
Wczoraj nie było wpisu bo zjadłam po prostu crunchy z mlekiem i nektarynką. Sobota zakończyła się imprezą - a pomyśleć, że w piątek tak ładnie się trzymałam (bo chciałam poświęcić weekend nauce) - współlokatorka zaproponowała mi drinka z nią i jej chłopakiem, nie odmówiłam, bo dopiero się poznajemy - no i nie skończyło się na jednym.
A teraz lecę na warsztaty dziennikarskie.